Język na wakacjach

Przygotowanie do wakacji, to nie tylko wizyta w biurze podróży i decyzja, dokąd jedziemy. To nie tylko pakowanie walizek i uważna lektura dwóch przewodników. Wakacje mogą nas naprawdę wzbogacić. W czasie wakacyjnego wyjazdu mamy szansę poznać nowych ludzi, nową kulturę, inną mentalność. Wakacje mogą być wspaniałą przygodą.

Oczywiście możemy ograniczyć się do hotelowego basenu, hotelowej restauracji i hotelowych butików. Możemy relacjonować znajomym: byłem w Marrakeszu. I pokazywać zdjęcia: to ja w hotelowym pokoju, to ja w hotelowym barze, to ja na hotelowym tarasie, to ja przy hotelowym autobusie, którym wybrałem się na wycieczkę poza hotel.

Wakacje powinny być przygodą. To odwiedzanie lokalnych bazarów, to targowanie się o ceny i ilość kupowanych owoców, przypraw i kawy. To jedzenie w knajpkach schowanych gdzieś głęboko w zacienionych uliczkach starego miasta. To stanie z mapą w ręku pośrodku rynku i pytanie o drogę sprzedawców. To ich przyjazne uśmiechy i zaproszenia do  malutkich, pełnych różności sklepików.

I to wszystko może być nasze. Pod jednym warunkiem. Trzeba znać języki obce. Jakaś dziwna przewrotność jest w tym określeniu – języki obce. Bo przecież chodzi o coś zupełnie przeciwnego, te języki mają przestać być obce, mają stać się nasze. Drugiego człowieka poznamy tylko wtedy, kiedy poznamy i zrozumiemy jego język, kiedy jego język stanie się naszym. Nauczenie się języka wcale nie musi być drogą przez mękę, nie musi oznaczać wkuwania na pamięć tysięcy słówek. Nauka języka może sprawiać przyjemność. Opasły słownik wystarczy zamienić na sprytne urządzenie, które nazywa się SITA. Kompendium gramatyczne wymieniamy na nagrania kursów językowych, a zeszyt ćwiczeń zastępujemy podręcznikiem SITA i… startujemy.

Zaczynamy od wysłuchania dialogu, którego chcemy się nauczyć. Osłuchujemy się z językiem, oswajamy się z jego melodią i brzmieniem. Później ten sam dialog czytamy po polsku, w ten sposób dowiadujemy się, czego dotyczy. Na koniec ponownie słuchamy rozmówek, ale tym razem śledzimy ich oryginalny zapis. W głowie pozostaje nam brzmienie języka, jego „kształt”, melodia i rytm. Teraz możemy zacząć zapamiętywanie. Zakładamy urządzenie SITA, zamykamy oczy, chwilę „obserwujemy” nasz oddech, włączamy nagranie i… odpływamy. Gdzieś daleko słyszymy dialogi wypowiadane przez lektorów, ale nasze myśli koncentrujemy na oddechu: wdech, wydech, wdech, wydech. Po relaksacji kolej na aktywizację. Układamy zdania z zapamiętanymi słówkami i zwrotami, odgrywamy scenki, zapoznajemy się z gramatyką. Teraz powtórka. Ponownie zakładamy urządzenie, włączamy nagranie i odpływamy na fali naszego oddechu.

Tak wygląda nauka metodą SITA. Zapewniam, że przynosi dużo lepsze rezultaty niż szkolne „wkuwanie”. Dzięki urządzeniu i kursom SITA możemy nauczyć się języka dużo szybciej niż tradycyjnie. Nauka może byś przyjemna. A wakacje mogą zamienić się w najwspanialszą wyprawę naszego życia. Nie trzeba sprzedawać duszy diabłu. Wystarczy chcieć.

Karolina Mogilska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *