Relaks w edukacji rozpowszechnia się

Wrzesień br. dobiegł końca. Uczniowie mają za sobą pierwszy miesiąc nauki, a nauczyciele pierwszy miesiąc pracy. Dla kilku szkół w Polsce był to wyjątkowy wrzesień. Inny od tych, które były w latach ubiegłych. Jego wyjątkowość polegała na rozpoczęciu nauczania języków obcych metodą SITA w ramach ogólnopolskiego projektu edukacyjno-badawczego pod nazwą „Relaks w Edukacji Przyszłości”.
Czytaj dalej

IV edycja konkursu „Lekcja z SITA” – czas na Dni Konkursowe!

Trwa finałowy etap konkursu „Lekcja z SITA” – projektu edukacyjnego, dzięki któremu uczniowie ze zwycięskich szkół uczyć się będą języków obcych metodą SITA. Z roku na rok wzrasta liczba ośrodków chętnych do wzięcia udziału w konkursie. Wszystko wskazuje na to, że „Lekcja z SITA” jest projektem, który nadal będzie się rozwijał. Czytaj dalej

„Przez SITA do gwiazd”, czyli co wspólnego mają polscy i fińscy uczniowie?

Młodzież z fińskich szkół regularnie uzyskuje czołowe miejsca w testach PISA – międzynarodowym programie sprawdzającym kompetencje piętnastolatków z 65 krajów na całym świecie, koordynowanym przez OECD. Na czym zatem polega fenomen fińskiego szkolnictwa i  czy podobne rozwiązania stosowane są już w polskich szkołach? Czytaj dalej

Zawód: Matka

Kierownicze stanowisko, duża odpowiedzialność, stały kontakt z klientem. Wymagana 24-godzinna dyspozycyjność, obejmująca także niedziele i święta. Do tego wysoko rozwinięte umiejętności organizacyjne i negocjacyjne. Doświadczenie nie jest wymagane. To praca, którą pokochasz – satysfakcja gwarantowana! Miliony kobiet podjęły wyzwanie i odważyły się zostać matką. Jak połączyć wszystkie funkcje związane z tym zajęciem – podpowiada Iwona Kowalewski, ekspert SITA, specjalista w dziedzinie relaksu.

Urlop kojarzy się nam z wypoczynkiem. W przypadku urlopu macierzyńskiego to raczej tylko zbieżność nazw. W rzeczywistości świeżo upieczona mama podejmuje pracę na kilku etatach jednocześnie. W jednej osobie łączy rolę koordynatora projektu, szefa zaopatrzenia i opiekuna klienta. Choć korporacyjny dress code chwilowo schowała w szafie, stara się być perfekcyjną panią domu, wzorową matką i żoną. Pamięta o wszystkich i o wszystkim, często zapominając o sobie samej. Ilość codziennych wyzwań sprawia, że czas wolny staje się dla niej największym luksusem mimo przebywania na urlopie.

My kobiety, troskę o najbliższych mamy niejako wpisaną w nasze DNA. O własnych potrzebach i pragnieniach zapominamy lub odkładamy je na drugi plan. A przecież, aby pomagać innym, najpierw powinnyśmy zadbać o siebie. Prostym przykładem tej zależności jest chociażby instrukcja bezpieczeństwa w samolotach. Zaleca ona założenie maski tlenowej najpierw sobie, a dopiero później dzieciom czy współpasażerowi. Zatem kobieto, matko – pamiętaj: masz prawo do relaksu!

Relaks należy rozumieć jako systematyczne „wyłączanie się” na kilkanaście minut w ciągu każdego dnia. Potrzebuje tego nasze ciało i umysł. Świadome dodanie relaksu do codziennej rutyny jest niekwestionowaną inwestycją we własne zdrowie i samopoczucie. Relaks w ciągu dnia pozwoli nam nie tylko lepiej funkcjonować, ale też jest zbawienny dla porządkowania myśli czy planowania. Pozwól sobie na kwadrans nic nie robienia zawsze wtedy kiedy czujesz, że organizm mówi STOP, czas na przerwę.

Usiądź spokojnie. Wsłuchaj się w rytm własnego oddechu. Po prostu uporządkuj myśli i oczyść umysł z emocji. Jeśli jednak brak Ci wprawy w stosowaniu technik relaksacyjnych, możesz skorzystać z metody SITA. Z pomocą specjalnego urządzenia osiągniesz upragnione odprężenie, by po 15 minutach wrócić do swoich zajęć z nową energią. Co więcej, założenie specjalnych okularów da domownikom wyraźny sygnał informujący „teraz jest czas dla mamy”. Będą wiedzieć, że wkrótce zobaczą Cię pogodną i spokojną.

Świetnie, jeśli wypoczynek mamy będzie równie wielozadaniowy jak ona sama. Urlop macierzyński to czas dla Ciebie i Twojego maluszka, ale może być również świetną okazją do nauki. Połączenie przyjemnego z pożytecznym jest możliwe dzięki zastosowaniu metody SITA, także do nauki języków obcych. To doskonały czas, by przypomnieć sobie angielski lub w końcu nauczyć się francuskiego. Często kobiety boją się, że wychodząc z korporacyjnej rutyny będzie im trudno powrócić do tego trybu pracy. Bądź aktywna w czasie urlopu macierzyńskiego czy też wychowawczego a nie będzie to dla Ciebie żadnym problemem. Ucząc się w tym czasie języków obcych wrócisz do pracy jako pracownik z nowymi umiejętnościami i kwalifikacjami.

Wplecenie relaksu w plan dnia ułatwia zachowanie wewnętrznej równowagi. To klucz do bycia nie tylko dobrą matką, lecz przede wszystkim spełnioną kobietą – podsumowuje Iwona Kowalewski, ekspert SITA.

 

Jakie są zalety samodzielnej nauki (języka obcego)

DzieckoZ pierwszymi latami życia człowiek uczy się samodzielności w wykonywaniu różnych czynności. Rodzice i opiekunowie stopniowo przekazują dzieciom odpowiedzialność za efekty podejmowanych działań. W większości przypadków momentem osiągnięcia całkowitej samodzielności jest pełnoletniość.

Biorąc pod uwagę system edukacji można doszukać się w nim także podobnej granicy. Kształcenie podstawowe i średnie – przeznaczone dla dzieci i młodzieży – ma określone ramy (plany i rozkłady zajęć). Kształcenie wyższe, dotyczące dorosłych, w znacznym stopniu bazuje (nawet, jeśli to tylko optymistyczne założenie) na ich samodzielnych wyborach, działaniach i decyzjach.

Samodzielność dotyczy także sposobu myślenia. Z czasem, własne, głęboko przemyślane przekonania i ugruntowane opinie zajmują miejsce wcześniejszych schematów i stereotypów. W tworzeniu się indywidualnego sposobu myślenia znaczącą rolę odgrywa doświadczenie – również to, nabyte w okresie niepełnej, rozwijającej się samodzielności – i czasem potrzeba dodatkowego bodźca, aby spojrzeć na nie z innej perspektywy.

Szczytnym celem szkoły jest wyposażenie młodych ludzi w wiedzę i umiejętności, które będą im przydatne w kreowaniu godnego i satysfakcjonującego życia. Wypełnienie tej funkcji powierza się nauczycielom, którzy – jeśli ich własne życie jest spełnione – stanowią doskonały przykład do naśladowania. W przypadku szkoły i uczniów, ten pozytywny wzór ma oddziaływanie daleko większe niż zawartość programu nauczania.

Co przekazuje dobry (w powyższym rozumieniu) nauczyciel? Czego uczy?

Wskazując wartościowe, różnorodne źródła wiedzy – uczy ciekawości świata. Pytając o opinie i dzieląc się swoim punktem widzenia – uczy krytycznego myślenia. Formułując zadania do wykonania – uczy samodzielności w dokonywaniu wyborów. Oceniając samodzielną pracę ucznia – uczy odpowiedzialności. Pokazując różne aspekty oceny: adekwatność do możliwości, zaangażowanie i efekt – uczy sprawiedliwości. Reasumując – kształtuje postawy i uczy, jak się uczyć. Uświadamia, że uczenie się jest procesem indywidualnym (7N – „nikt, nigdy, nigdzie, nikogo, niczego nie nauczył”) i zależy jedynie od nas samych.

Świadomość jak się uczyć jest kluczowa. Im wcześniej uda się ją wykształcić , tym łatwiej funkcjonować w dorosłym życiu. To ona pozwala na elastyczne dopasowanie się do zmieniającej się sytuacji.

W toku nauki języka obcego możemy korzystać z dostępnych pomocy tekstowych: podręczników, słowników, literatury i prasy; pomocy audio: nagrań słownych i muzycznych, audycji radiowych; pomocy wideo i pomocy interaktywnych, w tym nauczyciela. Możemy używać gotowych procedur postępowania, np. jak w metodzie SITA: inicjacja, zapamiętywanie, aktywizacja, powtórzenie. Możemy wybierać okoliczności nauki: czas jej rozpoczęcia i trwania, miejsce. Możemy decydować o jej organizacji: w dużej lub małej grupie, czy samemu. Jednak niezależnie od tych wszystkich zmiennych, odpowiedzialność za efekt nauki ponosimy sami.

Jakie są zalety samodzielnej nauki dla dorosłych? To jedyny sposób na naukę.

Parę słów o prawie autorskim

Prawo autorskie
Image courtesy of Kittisak at FreeDigitalPhotos.net

Prawo autorskie ustanowione zostało w związku z wyraźnym wyodrębnieniem się grupy ludzi aktywnych przede wszystkim intelektualnie, nie wytwarzających w procesie pracy żadnych dóbr materialnych, a jednak przynoszących społeczeństwu pożytek, pozytywnie ocenianą wartość. Powstało w celu zapewnienia takim osobom równoprawnego miejsca w grupie w zakresie zdobywania środków do życia, ochrony przed zdaniem na łaskę innych, a także możliwości budowania materialnych zasobów przeznaczonych do przekazania swojemu potomstwu. Twierdzenie powyższe odnosi się naturalnie do historii od czasów nowożytnych i wiąże się z rozwojem współczesnej cywilizacji. Czytaj dalej

5 powodów dlaczego nauka języka obcego metodą SITA przeznaczona jest dla osób powyżej 12 roku życia

Dzieci na placu zabaw

Granica 12 lat jest granicą umowną i nic nie stoi na przeszkodzie, aby wypróbować działanie metody SITA również u młodszych osób. Istnieją jednak przesłanki aby twierdzić, że lepsze efekty osiągną osoby powyżej 12 roku życia.
1. Metoda SITA bardzo dobrze sprawdza się przy nauce samodzielnej. Podjęcie takiej nauki wymaga świadomej, przemyślanej decyzji i woli dążenia do określonego celu. W przypadku dzieci decyzja nie wynika najczęściej z własnej potrzeby, lecz jest uwarunkowana wolą opiekunów. Czytaj dalej

Technika dla języka

Futurystyczne okulary z czujnikiem pod nosem, na uszach słuchawki – nauka metodą SITA przypomina na pierwszy rzut oka sceny z filmu science-fiction. Tymczasem z fiction nie ma nic wspólnego, bo to czysta science.

Idea jest prosta: urządzenie ma pomóc się zrelaksować. Wielu zapyta, co w tym takiego trudnego? Wracam z pracy, włączam telewizor i jestem wyluzowany! Otóż niekoniecznie. Stan relaksu charakteryzuje się wewnętrznym spokojem, rozluźnieniem mięśni, a przede wszystkim odpowiednią pracą naszego mózgu, który emituje tzw. fale alfa, o częstotliwości od 7 do 13 Hz. To taki stan, który osiągamy tuż przed zaśnięciem i zaraz po przebudzeniu. Z reguły trwa tylko chwilę, bo zaraz albo zasypiamy, albo się rozbudzamy i zaczynamy dzień.

Czytaj dalej

Małymi kroczkami

Zastanawiałeś się może kiedyś, w jaki sposób treserzy orek w wielkich akwariach nauczyli je wyskakiwania z wody i przeskakiwania ponad wysoko w górze rozpiętą liną? Jak zdołali tego dokonać? Bardzo prosto. Najpierw położyli linę na dnie basenu. Ilekroć orka nad nią przepłynęła, dostała w nagrodę małą rybkę. Wystarczył tylko jeden dzień, żeby mądre zwierzę zorientowało się, o co w tym chodzi. Drugiego dnia treserzy unieśli nieco linę ponad dnem. Następnego dnia jeszcze bardziej. W pewnym momencie orka mogła już przepłynąć zarówno nad liną, jak i pod nią. Jednak za przepłyniecie pod liną, nie dostawała rybki. Zwierzę bardzo szybko zrozumiało tę regułę. Po następnych paru dniach lina już prawie spoczywała na samej powierzchni wody. Żeby dostać swój przysmak, orka musiała więc się wysilić i wyskoczyć na moment z wody. Bardzo chętnie to robiła. Lina wędrowała coraz wyżej i po pewnym czasie orka dokonywała prawdziwie widowiskowych, wręcz ekwilibrystycznych popisów, by dostać swoją rybkę. Nigdy wcześniej z własnej woli nie zrobiłaby czegoś takiego. Nawet nie przyszłoby jej do głowy, że jest do tego zdolna.

 

Dostrzegasz analogię? Każdy z nas najpierw nauczył się chodzić, zanim zaczął biegać. I tak jest ze wszystkim. Małymi kroczkami, centymetr po centymetrze u każdego z nas można przesunąć jego nieprzekraczalną wcześniej granicę. Za każdym razem wystarczy tylko odrobina wysiłku więcej i po pewnym czasie człowiek może już wejść na Mount Everest albo przebiec maraton. Podobnie jest w każdym innym przypadku. Kiedy uczymy się nowych umiejętności, nie rzucajmy się od razu na głęboka wodę, bo porażka może nas tylko zniechęcić. Róbmy to powoli, krok za krokiem. Niech ich nauka przychodzi nam naturalnie, z radością.

 

Najważniejsze, żeby się nie zniechęcać. Tak jak Edison, który wykonał tysiące prób z ciągle przepalającymi się żarnikami, dopóki nie odkrył wreszcie odpowiedniej kompozycji nadającej się do zbudowania żarówki. Wielu szybko by odpadło. On jednak nie poddał się, mimo iż jego wysiłki przypominały uderzanie głową w mur. Zapytany po latach, jak zniósł te tysiące niepowodzeń, odparł: „Po prostu nie traktowałem ich jak niepowodzenia. To były tylko eksperymenty przybliżające mnie do właściwego rozwiązania.”

Niezłomna wiara w powodzenie plus umiejętność przełożenia dalekosiężnego celu na szereg małych, łatwych do pokonania, codziennych kroków, to prawdziwa tajemnica sukcesu. Któż nie wolałby sobie poleżeć i poczytać albo pooglądać film zamiast pracować? Jednak aby coś osiągnąć, potrzeba wysiłku. Przekraczanie granic strefy komfortu jest trudne. Dopóki tego nie zrobimy, czujemy się bezpieczni i możemy snuć przeróżne śmiałe wizje i plany. Ilekroć jednak zbliżamy się do granicy, nasz początkowy zapał zderza się z pełnym wątpliwości wewnętrznym głosem, który stara się nas wyhamować. To głos rozsądku. Jednak w wielu sytuacjach ten głos przeszkadza nam zamiast pomagać i musimy go stłumić.

 

Jak to zrobić? Jeśli chcesz coś osiągnąć, musisz najpierw wyobrazić sobie, że to robisz. Kiedy już w swoim umyśle przekroczysz powstrzymujące Cię dotychczas bariery, o wiele łatwiej przyjdzie Ci następnie to zrobić w rzeczywistości. Taka projekcja to zresztą coś, co często robią sportowcy. Zanim wyruszą, wpierw wyobrażają sobie każdy swój następny krok, każdy ruch. A potem tylko wykonują swój plan. Jak z tego widać, jedyne prawdziwe przeszkody, tkwią w naszych własnych umysłach. Nigdy nie będziesz wiedział na co naprawdę Cię stać, dopóki we własnej głowie nie przekroczysz granic swoich możliwości. To podstawowy warunek sukcesu.

Ruch to podstawa

Mózg dorosłego człowieka waży niecałe półtora kilograma, czyli około dwa procent masy całego ciała. Ale zużywa jedną czwartą tlenu i jedną piątą energii całego organizmu. Żaden inny organ nie zużywa aż tyle zasobów na swoje potrzeby. Stąd już starożytni wyznawali zasadę: „Ciało jest umysłem, a umysł jest ciałem”. To znaczy, że nie da się rozmawiać o jednym, w oderwaniu od drugiego. Nasze ciało ma swoje wymagania, i jeśli ich nie zaspokoimy, nie ma mowy o właściwej pracy umysłu. I vice versa. Kiedy umysł niedomaga, ciało również trapią choroby. To fantastyczny układ z niezwykle sprawnym biologicznym sprzężeniem zwrotnym.

 

Im więcej z kolei mózg ma energii i tlenu do dyspozycji, tym lepiej pracuje. Kiedy jesteśmy głodni albo przebywamy w dusznych i zadymionych pomieszczeniach, nie myśli się nam najlepiej. Już Rzymianie hołdowali zasadzie: „Solvitur albulando”, czyli rozwiązuj spacerując. Nie bez powodu. Jak zauważyli, ludzie spacerujący na świeżym powietrzu, poruszający się i głęboko oddychający, mają jaśniejsze umysły. Lepiej dostrzegają niuanse każdej sytuacji, a także szybciej odnajdują właściwe rozwiązania.

 

Starożytni Grecy mieli nawet swoją szkołę filozofów – perypatetyków. Prowadzili dyskusje przechadzając się wśród gajów oliwnych, w cieniu drzew, gdzie dochodziła ożywcza bryza znad morza. Nic dziwnego, że w takich warunkach Platon i Arystoteles stworzyli koncepcje, które przetrwały po kilkaset lat i dłużej. Kulistość Ziemi, świat składający się z atomów czy wielowymiarowość to idee, które przetrwały do dzisiaj i zostały twórczo rozwinięte przez współczesną naukę. Nie twierdzę oczywiście, że „spacerologia” jest panaceum na wszystko. Ale dotlenienie mózgu na pewno polepsza jego pracę.

 

Przybywa też coraz więcej dowodów na to, że uczenie się „całym sobą”, z wykorzystaniem wszystkich możliwości ciała i umysłu jest o wiele bardziej efektywne, niż uczenie się poprzez samo tylko patrzenie czy słuchanie. Właściwie dobrana aktywność ruchowa podczas przyswajania wiedzy przynosi o wiele lepsze efekty niż bierne słuchanie, ślęczenie nad podręcznikiem czy siedzenie przed ekranem komputera. Tym bardziej, że przeszło jedna trzecia ludzi to kinestetycy, dla których dotykanie, eksperymentowanie i działanie to najskuteczniejsza metoda nauki.

 

Popatrzmy na dzieci, które są mistrzami uczenia się. One najchętniej uczą się w ruchu, całym ciałem. Chłoną wiedzę wszystkimi zmysłami. To sprawdza się tak samo również w świecie dorosłych. Ruch fizyczny usprawnia działanie umysłu. Część mózgu odpowiedzialna za ruchy motoryczne naszego ciała (tzw. motor cortex) sąsiaduje bezpośrednio z częścią wykorzystywaną w procesach zapamiętywania. Jakość zapamiętywania wyraźnie spada, kiedy musimy siedzieć w ciszy i bezruchu. Sam ruch jednak automatycznie nie poprawia wyników uczenia się. Dopiero wzbogacenie wysiłku intelektualnego o uruchomienie wszystkich zmysłów wywiera odpowiedni efekt.

 

Połączenie aktywności fizycznej z zaangażowaniem możliwie wszystkich zmysłów polepsza jakość procesu uczenia się. Aktywność ruchowa powoduje aktywizację mózgu na wszystkich trzech poziomach: myślenia, czucia i działania. Ćwiczenia zwiększają też dopływ tlenu do mózgu. A tlen wraz z glukozą to paliwo dla szarych komórek. Proste ćwiczenia stymulują błyskawiczną komunikację pomiędzy półkulami mózgowymi. Pomagają się odprężyć i rozluźnić, zarówno fizycznie, jak i psychicznie.

 

Aby więc dobrze myśleć, po pierwsze trzeba porządnie dotlenić mózg, czyli ruszać się, najlepiej na świeżym powietrzu. Po drugie, używać podczas nauki możliwie wielu zmysłów. Nie tylko słuchać, ale również głośno powtarzać, notować, gestykulować, rysować, pokazywać, sprzeczać się i eksperymentować. Takie uczenie się to przyszłość. W odróżnieniu od biernego siedzenia i walki z sennością podczas nudnego wykładu.